
Miałam straszny dylemat z tymi sukienkami. Od razu wpadły mi w oko, wrzuciłam zdjęcie na bloga i ... Wasze komentarze ostudziły mój zapal. Już miałam jej nie kupować, chociaż "na plażę, basen, nad wodę zawsze się przyda". Ale kupiłam, ta w paski nr 3. Szybko ja polubiłam, nosząc na dzień do zwykłych balerinek a w chłodniejsze dni z ramoneską. W końcu nie mając czasu na przebieranie, założyłam ja na imprezę do szpilek. Był to mój pierwszy tak luźny outfit od dłuższego czasu. I wiecie co? Nie pamiętam, kiedy ostatnio usłyszałam tyle przemiłych opinii na temat tego "jak świetnie dzisiaj wyglądam" i to nie tylko od znajomych, ale i nieznajomych. A wiec jednak wcale nie musi być zawsze tak mega, mega kobieco :) Pocieszające.
I tak w poniedziałek dokupiłam różową. Chciałam żółta, ale już nie było.

A to mój zwyklak poniedziałkowy. Znalazłam w H&M świetną sukienka, z tych "w moim stylu". Czerwona. Nie znoszę tego koloru, a raczej ubrań w tym kolorze, ale po założeniu jej, stwierdziłam ze idealnie pasuje do koloru mojej skory i włosów. Niestety ... Nie było rozmiaru, ale może jeszcze jakoś ją dorwę i wówczas zaprezentuję na blogu. Zastanawiam się tez nad zakupem szpilek w kolorze nude. Takich klasycznych, na obcasie 12 cm i platformie z przodu. Nie wiem tylko, czy w związku z tym, ze jest juz prawie lato nie postawić jednak na jakieś sandały.


























